Instalacji słonecznej ciąg dalszy (2)

Korzystając z pomocy teścia w czwartek długiego weekendu popracowałem trochę przy słonecznej instalacji elektrycznej. Dziś korzystając z wolnej chwili postanowiłem porysować trochę i napisać ten wpis. Chcę bowiem opisać aktualny stan mojej instalacji i napisać też trochę o tym, jak będzie ona wyglądać w przyszłości.

Według planów wyjeżdżamy na tydzień na pierwszą część wakacji już 6. lipca, więc w następny poniedziałek.
Tak naprawdę niewiele czasu zostało, by skończyć robotę z kamperem i przygotować prąd do wykorzystania. Odbiorniki są już gotowe, tylko zasilanie jeszcze nie.

Będę wdzięczny za konstruktywne komentarze na temat tej instalacji. 🙂

From Volkswagen Transporter T3

Po pierwsze, wstawiłem do samochodu dwa akumulatory żelowe. Miejsce dla nich znalazło się dopiero w jednym ze schowków, bo pod fotel kierowcy nie chciały się zmieścić. 🙁 Po drugie, podłączyłem akumulatory (równolegle) do regulatora ładowania. Oczywiście kablem o zbyt małym przekroju, więc trzeba go będzie przy pierwszej okazji wymienić. Regulator ładowania ma podłączony również kabel ze złączką do baterii słonecznych. Widać go na zdjęciu, po prawej stronie, wisi sobie na zewnątrz schowka.

Na drugiej baterii słonecznej teść zalutował mi porządnie dwie złączki — męską i żeńską, posłużą do podłączania baterii równolegle do siebie.

Jak widać, da się wszystko ładnie połączyć. 🙂

Baterie chwilowo nie są do niczego przymocowane, dlatego trzeba je będzie każdorazowo wyjmować na dach samochodu.

I podłączać do siebie złączkami. Chwilowo to chyba najlepsze, co mogłem zrobić. Póki baterie nie będą zamocowane do dachu, nie ma co łączyć ich na stałe z instalacją. Pozostają więc te złączki.

A tak naprawdę, to mam dwie równoległe instalacje słoneczne. Dwa zestawy akumulatorów, dwa solarne regulatory ładowania, dwa zestawy baterii słonecznych. W niewielkim uproszczeniu, moja instalacja elektryczna wygląda w tej chwili tak:

Po lewej stronie widoczna jest nowa instalacja — dwa ogniwa fotowoltaiczne po 40 W każde, i dwa akumulatory żelowe o pojemności 38 Ah każdy. Po prawej, stara instalacja, czyli stare ogniwo, stary regulator i stary akumulator. Chwilowo właśnie do tej starej instalacji podłączone są wszystkie odbiorniki, na schemacie przedstawione symbolicznie jako żarówka. Te odbiorniki to przede wszystkim poczwórne gniazdo zapalniczki. 🙂

Docelowo do instalacji trafi kilka kolejnych elementów i będzie ona wyglądać tak, jak widać to poniżej:

Sercem instalacji stanie się zestaw 2 nowych akumulatorów żelowych, podłączonych do dwóch ogniw fotowoltaicznych. Tam, do regulatora ładowania, wepnę wszystkie kempingowe odbiorniki, w rodzaju radia, oświetlenia, lodówki, pompki od wody. Starsza część instalacji będzie służyła jako źródło rezerwowe, i będzie podłączana ręcznie na żądanie.

Bezpośrednio do akumulatorów podepnę jeszcze:

  • przetwornicę, przedstawioną na schemacie jako 12-230, której zadaniem będzie produkowanie prądu zmiennego na potrzeby np. laptopa i tunera TV,
  • prostownik do akumulatorów żelowych, na schemacie widoczny jako 230-12, który będzie podładowywać instalację wtedy, gdy będę mieć prąd 230V z sieci,
  • system ładowania dodatkowych akumulatorów, SLA40, który zacznie ładować akumulatory kempingowe od razu, gdy alternator wyprodukuje nadwyżkę prądu.

Większość odbiorników muszę podłączyć przez regulator ładowania, bo on wyłączy je, gdy napięcie w bateriach spadnie. Przetwornica ma takie zabezpieczenie sama z siebie, więc ona może być podłączona bezpośrednio do akumulatorów — i tak podłączona będzie.

Przetwornicę mam, prostownik i system ładowania zamówiłem, zamówiłem też kabel jednożyłowy o przekroju 4mm² (linkę), więc przy najbliższej okazji zrobię w samochodzie porządek z tą elektryką!

2 komentarze(y) do artykułu “Instalacji słonecznej ciąg dalszy (2)”

  1. Szacunek dla Ciebie za pomysł ze słońcem. Prosiłeś o uwagi. Stara i nowa instalacją nie może być połączona jednocześnie, bo może to spowodować rozładowanie akumulatora samochodowego. Pozdrawiam.

  2. @marcinm: w tej chwili takie podłączenie z akumulatorem rozruchowym realizowane jest automatycznie przez cwany przekaźnik, który łączy oba obiegi razem tylko wtedy, gdy w aku rozruchowym jest odpowiednio wysokie napięcie. Czyli w sytuacji, gdy alternator pracuje — albo krótko po wyłączeniu silnika. Cwanym sposobem wykorzystania tej sytuacji jest podłączenie w tym momencie prostownika do akumulatorów żelowych, jeśli mam do dyspozycji prąd z gniazdka na kempingu — wtedy napięcie w aku rozruchowym wciąż jest większe niż próg zadziałania przekaźnika, czyli oba obiegi są spięte razem i prostownik ładuje jednocześnie oba akumulatory.

Pozostaw komentarz

Pamiętaj tylko proszę o polityce komentarzy!

XHTML - możesz użyć tagów:<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>