Instalacji słonecznej ciąg dalszy (3)

Dziś posprzątałem trochę w kempingowej instalacji słonecznej i poprawiłem kilka zrobionych ostatnio błędów. Przede wszystkim skorzystałem z otrzymanego niedawno kabla (linki) o przekroju 4 mm². Co najważniejsze, wymieniłem przewody biegnące od akumulatorów żelowych do regulatora ładowania. W tym miejscu grubość kabli jest najbardziej istotna, bo ma znaczenie nie tylko przy ładowaniu, ale i przy odbieraniu prądu z akumulatorów. Połączyłem więc pierwszy akumulator z regulatorem a drugi równolegle podłączyłem do zacisków na pierwszym. Za to z zacisków na drugim akumulatorze wyprowadziłem dwa przewody.

Pierwszy z tych przewodów podłączyłem do śruby mocującej kanapę do blachy nadwozia. Dzięki temu akumulatory żelowe podłączyłem do masy samochodu. Będę mógł więc wszystkie odbiorniki zasilać z tych akumulatorów prowadząc tylko jeden przewód plusowy.

From Volkswagen Transporter T3

Drugi z przewodów podłączyłem do starego radzieckiego włącznika głównego. Z drugiej strony do włącznika podciągnąłem kabel z akumulatora rozruchowego. Tym samym grubym przewodem. Dzięki temu będę mógł na sztywno spinać akumulatory kempingowe z rozruchowym, co oznacza m.in. ładowanie akumulatorów żelowych z alternatora, gdy będzie taka potrzeba. Docelowo trafi tam SLA40, opisywany ostatnio, gdy już wreszcie do mnie dotrze pocztą… Na razie wolę być przygotowany na ewentualność jego zaginięcia na poczcie…

W samochodzie powoli robi się plątanina czerwonych kabli, więc dwa najważniejsze i najmniej oczywiste oznaczyłem. Plus z akumulatora rozruchowego do włącznika dostał czerwoną tasiemkę z taśmy izolacyjnej (z informacją co to za kabel i dokąd idzie), minus z akumulatorów żelowych do masy dostał białą opisaną tasiemkę.

Oprócz tego do regulatora ładowania podłączyłem też pierwszy odbiornik — poczwórne gniazdo zapalniczki. Jego wadą jest świecąca diodka, która informuje o poprawnym podłączeniu do prądu. Wiem, że taka diodka zużywa naprawdę niewiele prądu, ale wolałbym, by się nie świeciła na próżno.

W drugiej kolejności podłączę wszystkie odbiorniki kempingowe do tych akumulatorów. Wszystkie, czyli oświetlenie, pompkę wody i lodówkę. Choć co do lodówki nie jestem pewien, bo będę ją na 12V włączać tylko w czasie jazdy. A więc może ona sobie spokojnie być podłączona do akumulatora rozruchowego.

Miałem trochę problemów z przeprowadzeniem kabla z akumulatora rozruchowego, bo nie mogłem znaleźć żadnej dziury, którą mógłbym go puścić z kabiny do komory silnika. Ostatecznie kabel wylądował pod materacem, wpuściłem go do komory silnika przez gumową zatyczkę.

2 komentarze(y) do artykułu “Instalacji słonecznej ciąg dalszy (3)”

  1. Jeszcze jedna uwaga, nie zainstalowałeś żadnych bezpieczników. W razie atrakcji (zwarcia) przewód 4mm2 wytrzyma naprawdę długo, a ogień może być wielki.

  2. @marcinm: masz rację, jest takie ryzyko. Założyłem bowiem, że bezpieczniki po stronie samych odbiorników zupełnie wystarczą. Może niesłusznie. Teraz instalacja jest rozmontowana, przed połączeniem jej na nowo na wiosnę jeszcze o tym intensywnie pomyślę.

    Zastanawiam się tylko, jaki dać bezpiecznik, żeby z jednej strony nie stracić za dużo na oporze a z drugiej nie spalić samochodu prądem np. 20A. 😉

Pozostaw komentarz

Pamiętaj tylko proszę o polityce komentarzy!

XHTML - możesz użyć tagów:<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>