Zimowe (nie)odpalanie busa
Jak przewidywano, w ostatnią niedzielę było faktycznie -15°C. No i pełen optymizmu poszedłem sobie na parking, aby odpalić busa. Na działkę jechać mi się nie chciało, zresztą i tak nie miałbym tam, co robić. No ale busa odpalić chciałem, bo przez niemal miesiąc nim nie jeździłem i chciałem dać mu troszkę popracować.
Samochód na parkingu oczywiście był odśnieżony. Zebrałem tylko ręką śnieg znad drzwi kierowcy, żeby mi się nie wsypał na fotel gdy będę je otwierać. Wsiadłem, i przystąpiłem do odpalania.
Jako że nie działa mi kontrolka świec żarowych, muszę sobie przy uruchamianiu silnika radzić inaczej. Normalnie słychać dość głośny przekaźnik świec, który się wyłącza po zakończeniu ich pracy, ale aby go usłyszeć w dzień przy ruchomej ulicy trzeba wytężać słuch. Zamiast tego włączam więc lampkę nad drzwiami kierowcy. Lampka ma żarówkę na diodach LED, ale mimo to przygasa przy włączeniu świec. Gdy więc się rozjaśnia z powrotem wiem, że świece się wyłączyły.
Wyciągnąłem dźwignię urządzenia rozruchowego, zagrzałem świece dwukrotnie, przekręciłem kluczyk dalej aby uruchomić rozrusznik. Zakręcił ładnie, choć wolno. Po kilkunastu sekundach kręcenia reakcji nie było. Znowu zagrzałem dwukrotnie świece i zakręciłem rozrusznikiem. Bez rezultatu. Mimo wdepnięcia pedału gazu w podłogę.
Nieco zmartwiony poszedłem do domu. Nie spodziewałem się wprawdzie, że silnik zapali, ale raczej obawiałem się, że w akumulatorze nie będzie dość prądu aby uruchomić rozrusznik. Tymczasem zdarzyło się coś zgoła innego.
Moim pierwszym pomysłem było zamarznięcie paliwa w filtrze. W istocie, nie miałem przecież w baku zimowego oleju napędowego. Celowo tankowałem niewiele paliwa, by móc dokupić pełny bak zimowego oleju napędowego, ale nie udało mi się to przed nadejściem tych mrozów.
W domu wymyśliłem, że pójdę na parking z turystyczną kuchenką na drewno i rozpalę ją pod komorą silnika. I że zaleję wrzątkiem filtr paliwa. Ale szczęśliwie nie było takiej potrzeby.
Okazało się bowiem, że już dwa dni później temperatura miała znacznie wzrosnąć i sięgnąć nawet zera stopni, a w pierwszy dzień świąt przekroczyć nawet 10°C na plusie! To musiało przecież odblokować filtr paliwa.
Tak więc wczoraj, w wigilię, zaplanowałem, że pojedziemy do moich rodziców właśnie kamperem. Poszedłem na parking z zamiarem odpalenia go, i wzięcia drugiego samochodu, gdyby jednak nie odpalił. Nie miałem dość czasu, by wziąć się za odmrożenie filtra, w razie czego, i miałem zamiar zrobić to ewentualnie dzień później.
Szczęśliwie nie było takiej potrzeby. Samochód odpalił od razu.
A dziś zatankowałem w Warszawie pełen bak zimowego (mam nadzieję) oleju napędowego, oszczędzając 24 grosze na każdym litrze! 😉
Pozostaw komentarz
Pamiętaj tylko proszę o polityce komentarzy!