Zakopałem się w śniegu

W sumie nic dziwnego. Przecież mam letnie opony a niedawno spadł śnieg.

Pojechaliśmy z Anią odwiedzić naszą działkę. Ma ona trochę dziwny kształt, tzn. 17 metrów szerokości i 430 metrów długości. Obozowisko rozkładamy zawsze mniej więcej w połowie działki. Takie było założenie i tym razem — dojechać tam, zawrócić, zatrzymać samochód. Pozałatwiać zwykłe sprawy (czyli zrobić przegląd inwentarza) i wrócić.

Ale zawrócić się nam nie udało. Na miejscu na obozowisko nie jest równo, więc i na mokrej trawie miewałem tam kłopoty z buksowaniem kół. Tym razem było tylko gorzej.

Szczęśliwie z pomocą łopaty udało się nam wyjechać, ale co się naprzeklinałem, to moje.

Oto zdjęcie, zrobione już po wyjechaniu z tego paskudnego miejsca. Oczywiście potem 200 metrów musiałem cofnąć kierując się na lusterka…

Z albumu Volkswagen Transporter T3

Jest jeden komentarz do artykułu “Zakopałem się w śniegu”

  1. Zawsze są mądre i mądrzejsze spostrzeżenia i porady.
    Jak ja wracałam z sylwestra i o 1. rano się zakopałam to czekałam do 5 rano na pomoc.
    Miałam ze sobą piach i łopatę (dajcie spokój 1,5h walczyłam) zniszczony płaszcz , rękawiczki, dywaniki samochodowe które pomagają to jakiś mit.
    Wszyscy potem doradzali że opaski tekstylne, łańcuchy ale jak ktoś jest zmarźnięty i zmęczony to akurat.
    Znalazłam porady w internecie o matach z kolcami Snowpad czy jakoś tak.
    Jest to opatentowane. Powiem uczciwie proste rozwiązania są najlepsze, że nikt wcześniej na to nie wpadł. Ale jestem zadowolona. Pozdrawiam wszystkich zakopanych.

Pozostaw komentarz

Pamiętaj tylko proszę o polityce komentarzy!

XHTML - możesz użyć tagów:<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>