Przygotowania do drugiego wakacyjnego wyjazdu 2009
Powoli przygotowujemy się do drugiego wyjazdu kempingowego w tym roku. Tym razem kierunek wyjazdu to zachód — zaczynamy od Poznania, a potem jedziemy na południe. Pierwszy szacunek dystansu, jaki planujemy przejechać, przekracza 1 300 km. Tym razem jedziemy sami, bez drugiego volkswagena w ramach pomocy technicznej.
W Poznaniu spędzimy co najmniej dwie noce. Ruszamy w piątek, w sobotę jesteśmy na trance’owej imprezie A Day At The Park. W poniedziałek ruszamy do znajomych na południe. Później Bolków, Karpacz (śnieżka), Korbielów (Pilsko) i powrót do domu. Co się uda z tego zrealizować, zobaczymy.
Tym razem poszliśmy po rozum do głowy i sporo rzeczy wiezionych poprzednio w samochodzie tym razem zostawimy tu w domu. Te rzeczy to między innymi:
- baterie słoneczne!,
- namiot ogrodowy,
- namiot plażowy,
- akumulator spod fotela pasażera,
- dwa małe zbiorniki na wodę,
- pałatka.
Ogniw fotowoltaicznych nie biorę, bo i tak się nie przydadzą. Będziemy sporo jeździć, niewiele okazji będzie, by samochód stał cały czas na kempingu — więc i tak nie będą ładować akumulatorów. Póki nie są zamontowane na dachu, są zbyt upierdliwe do wyciągania z bagażnika i przekładania w inne miejsce przy każdym noclegu. Gdybyśmy jechali na tydzień w jedno miejsce, na pewno byśmy je wzięli.
Akumulator spod fotela pasażera już od dawna nie za bardzo działa. A skoro go nie używam, nie ma po co go wozić. Jest naładowany, ale i tak zostaje.
Reszta rzeczy też nie będzie nam potrzebna a tylko będzie zagracać miejsce w samochodzie.
Urlop mam od dzisiaj, ale w sumie od weekendu zacząłem przygotowania do wyjazdu.
Najpierw wyciągnąłem z samochodu baterie słoneczne i akumulatory żelowe, żeby jedne drugimi podładować. Podłączyłem, ustawiłem na podwórku i przedstawiałem tak, by były możliwie długo oświetlone. Potem doładowałem akumulatory prostownikiem do ładowania akumulatorów żelowych.
W poniedziałek po powrocie z pracy pojechałem na objazd miasta w poszukiwaniu kilku potrzebnych elementów. Tomek powiedział mi ostatnio, że trzeba zrobić porządek z klemą minusową, bo jest kiepski kontakt między akumulatorem a masą. Chciałem więc kupić klemę z grubym kablem do minusa. Okazało się, że jest to niemożliwe — w sklepie moto, w którym byłem, udało mi się kupić tylko samą klemę. W tym samym sklepie kupiłem też pasek klinowy — chwilę musieliśmy ze sprzedawcą posiedzieć nad katalogiem i znaleźć odpowiedni rozmiar (odczytane przeze mnie ze starego 4320 w niczym mu nie pomogło…). Dziś sprawdziłem, że pasek pasuje.
W sklepie elektrycznym kupiłem bezpieczniki do zamontowanej w tylnej szafce lampki, wymontowanej z wiśniowego multivana. Pierwszy bezpiecznik, który był razem z lampką, przepalił się przy próbie montowania (i szybko gdzieś zginął 🙁 ). Autor bloga nie wpadł na pomysł, by przeczytać ze zrozumieniem oznaczenia po niemiecku i połączył na logikę czarny do masy — czyli odwrotnie. Dostałem od teścia drugi, o prądzie 0,5A. Ten przepalił się od razu. Kupiłem więc dwa po 1A. Te przepaliły się na poprzednim wyjeździe, po ok. minucie pracy lampki. Teraz więc kupiłem już więcej rozmiarów: 2 x 1,25A, 2 x 1,5A, 2 x 1,6A, 2 x 2A. Są tanie jak barszcz, więc kupiłem więcej, by uniknąć kłopotów.
W elektrycznym kupiłem też garść (12) konektorów oczkowych.
Dziś od rana walczyłem z tymi konektorami i lutownicą. Konektory były za duże w stosunku do mojego kabla o przekroju 4mm². I trudne do zarobienia przy użyciu zwykłych kombinerek. Więc najpierw zarobiłem konektory na końcach kabla, a później wystający do środka odcinek kabla „rozczapierzyłem” i całość grubo zalutowałem. Cyna bardzo fajnie „wsiąkała” do wnętrza konektora, więc nie spodziewam się jakiś kłopotów z kontaktem kabel-konektor.
Konektorów miałem na styk. 8 poszło na końcówki różnych kabli do akumulatorów (2 x kable łączące akumulatory szeregowo, 2 x kable do regulatora ładowania, 2 x kable do SLA-40). Pozostałe 4 zużyłem na przygotowanie nowych kabli do przetwornicy. Ona oczywiście była wyposażona w kable, ale zakończone żabkami — a ja chciałem ją podłączyć na stałe do akumulatorów, i zrobić to porządnie. Więc teraz prawie wszystkie kable do akumulatorów są podłączone na konektory — został tylko jeden, łączący minus jednego z akumulatorów z masą samochodu…
Dziś zrobiliśmy też porządek w samochodzie. Wywaliliśmy niepotrzebne rzeczy, sprzątnęliśmy trochę śmieci, i tak dalej. Jutro zakupy i pakowanie samochodu, pojutrze wyjazd. 🙂
Nie wiem czy dam radę tu pisać na bieżąco relacje z wyjazdu, ale na pewno postaram się je umieścić na blipie.
2 komentarze do artykułu “Przygotowania do drugiego wakacyjnego wyjazdu 2009”
Pozostaw komentarz
Pamiętaj tylko proszę o polityce komentarzy!
Witam,
Panie Krzysztofie, proszę o poradę, przymierzam się do kupna VW T 3, 1,6 D, z nadwoziem campingowym, rocznik 1983, przebieg 230 000 km.(nie wiadomo czy prawdziwy), nigdy nie małem doczynienia z tym autem-chociaż opinie ma b. dobrą. Marzy mi się długa i daleka podróż i mam wątpliwości czy akurat to auto będzie sprawowało się dobrze. Czy taki przebieg może być autentyczny w aucie capingowym.?
Pozdrawiam,
Jacek.
ps; jestem z Grodziska Maz.
Panie Jacku: na moje oko przebieg jak najbardziej prawdopodobny. Przez 25 lat zrobiłby na wyjazdy kempingowe jakieś 10 000 km rocznie. To wydaje się rozsądne. W taki przebieg zwykłego samochodu bym nie uwierzył, kempinga — owszem.
W tym samochodzie wiele do popsucia nie ma, a i wsparcie społeczności jeżdżącej busami jest spore — więc myślę, że może Pan śmiało kupować właśnie VW T3.